„Jeśli wydaje ci się, że ta praca jest łatwa to prawdopodobnie robisz to źle” | spotkanie z Frankiem Spotnitzem

Podczas piątkowego panelu z Frankiem Spotnitzem na BNP Paribas Warsaw SerialCon amerykański producent i scenarzysta powrócił do Polski po raz drugi, by opowiedzieć o swojej drodze i udzielić wielu cennych wskazówek polskim twórcom.  


fot. Klaudia Kot

Rozmowa rozpoczęła się od żartu, że każdy twórca na sali chciałby ze Spotnitzem pracować. Zapytany, jak to jest być jednym z najbardziej rozchwytywanych producentów i scenarzystów w branży, przyznał, że choć z zewnątrz brzmi to świetnie, on sam tego tak nie odczuwa.  Zawsze jest ktoś lepszy. Już dawno zrozumiałem, że w tej pracy nie chodzi o bycie najlepszym, tylko o radość z tego, co robisz. Reszta – pieniądze, popularność- to tylko hałas – mówił. Podkreślał, że od dziecka kochał telewizję i filmy, a gdy tylko dostał szansę pracy w tej branży, chciał, by jego twórczość miała znaczenie. Jednocześnie zaznaczył, że jeśli komuś wydaje się, że ta praca jest prosta, to prawdopodobnie wykonuje ją źle. 

Wspominając swoją drogę zawodową, Spotnitz opowiadał, że przez większość swoich lat dwudziestych pracował jako reporter newsowy, co było świetną szkołą szybkiego i efektywnego pisania. W wieku 27 lat, będąc w Paryżu, podjął decyzję o zmianie i wrócił do Stanów na studia filmowe. Zapytany o swoich największych mentorów z czasów studiów, odpowiedział, że było dwóch nauczycieli scenopisarstwa, którzy mieli na niego duży wpływ. Podkreślił jednak, że największe znaczenie miał dla niego kontakt z innymi studentami – czytanie swoich prac, rozmowy. Wiele z relacji z tamtych lat przetrwało do dzisiaj. Jego pierwszym profesjonalnym zadaniem po studiach było pisanie do „Z Archiwum X”. Zawsze kochałem telewizję i kino, dlatego to było dla mnie naturalne, nawet jeśli moje umiejętności nie były wtedy jeszcze perfekcyjne – wspominał. 

Po sukcesach w USA Spotnitz przeniósł się do Europy. Przyznał, że decyzję przyspieszył strajk w branży i obniżki wynagrodzeń w studiach. Gdy brytyjski producent zaproponował mu stworzenie serialu w Londynie, zgodził się, mimo że nie wiązało się to z dużymi pieniędzmi. Ostatecznie doszedł do wniosku, że nie chce pracować pod dyktando dużych studiów i założył własną firmę. Jego zdaniem sytuacja w Hollywood jest obecnie trudna, a rynek „zepsuty i wymagający naprawy”. Europa nie jest idealna, ale według niego daje większą stabilność.

Mówiąc o hierarchii i sposobie pracy, zaznaczył, że przez 15 lat uczył scenopisarstwa i wie, że każdy twórca ma własną metodę, choć pewne elementy są niezbędne, przede wszystkim praktyka i współpraca. W USA miał okazję pracować z wieloma doświadczonymi twórcami, natomiast w Europie często oczekuje się, że ktoś od razu będzie geniuszem, zamiast dać mu czas na rozwój i konfrontowanie swoich pomysłów. Krytycznie odniósł się do praktyki w niektórych krajach, w tym w Polsce, gdzie scenarzystów nie wpuszcza się do pokoju produkcyjnego. Pisarz tworzy świat, więc musi być na bieżąco i uczyć się razem z projektem – podkreślał.

Zapytany o wyjaśnienie pojęcia ,,showrunner”, przyznał, że nie przepada za tym tytułem. Woli określenie „lead writer–producer”, zaznaczając, że nawet w tej roli zawsze opierał się na pracy współproducentów i innych członków zespołu. – Zawsze potrzebujesz dobrego scenariusza i dobrych scenarzystów – dodał.

Obecnie Spotnitz pracuje nad aż 20 serialami, co sam określił jako więcej, niż powinien, ale wynika to z dużego budżetu rozwojowego, jaki przyznało mu studio w Los Angeles. Wybierając projekty, kieruje się intuicją i tym, czy dana historia zostanie z nim na długo, da mu do myślenia i będzie „o czymś”. Woli spotykać się z twórcami, dopóki nie przeczyta ich scenariuszy, bo, jak mówi, można kogoś polubić, a jego tekstu nie. W ludziach szuka szczerości i dopasowania do projektu, a także na chęci, by dać z siebie wszystko.

Ostatnie pytanie prowadzącej dotyczyło rad dla scenarzystów. Spotnitz odpowiedział, że kluczem jest robienie jednej dobrej rzeczy po drugiej. Ważna jest też uczciwość, pracowitość, ambicja i inteligencja, ale o sukcesie decyduje pełne zaangażowanie. Jego zdaniem większość osób się powstrzymuje, zamiast dawać z siebie wszystko. Zawsze chciałem być na najwyższym poziomie i ironią jest to, że nigdy tam nie dotarłem i nie dotrę, ale to właśnie dążenie zaprowadziło mnie tu, gdzie jestem – mówił. Na koniec podkreślił, że największym wrogiem twórców jest strach. Nikt nie daje z siebie wszystkiego, kiedy się boi – podsumował.

Zuzanna Śnieżyńska