Idealna matka nie istnieje (i bardzo dobrze) – Czego uczą nas bohaterki z ekranu?

Współczesne seriale coraz częściej rezygnują z idealizowania postaci matek. W zamian oferują galerię bohaterek o skomplikowanej psychice, których zachowania wywołują skrajne emocje – od dezaprobaty po głębokie współczucie. Analiza tych postaci pozwala przyjrzeć się różnym modelom rodzicielstwa: od relacji skrajnie dysfunkcyjnych, przez nadopiekuńczość, aż po postawy pełne determinacji i wsparcia.


fot. kadr z serialu „Matki pingwinów”, materiały promocyjne

W historii telewizji wyrazistym przykładem destrukcyjnego rodzicielstwa jest Livia Soprano z serialu „Rodzina Soprano”. Jej relacja z synem opierała się na stałej manipulacji i wzbudzaniu poczucia winy. Livia nie potrafiła okazywać bezwarunkowej miłości, traktując dziecko przedmiotowo i stając się symbolem skrajnie toksycznej matki. W tym samym serialu zupełnie inne dylematy miała Carmela Soprano. Choć zależało jej na dobru dzieci i stabilizacji domu, świadomie ignorowała przestępczą działalność męża. Akceptując luksusowe życie finansowane z nielegalnych źródeł, naraziła syna i córkę na dorastanie w podwójnych standardach moralnych, co negatywnie wpłynęło na ich dorosłe życie. 

Z kolei Cersei Lannister z „Gry o tron” deklarowała, że dobro dzieci jest dla niej najwyższą wartością. Jednak jej egocentryzm, brak hamulców moralnych oraz dążenie do władzy za wszelką cenę doprowadziły ostatecznie do tragedii jej synów i córki. Postać ta pokazuje, jak egoistyczna i zaborcza miłość potrafi zniszczyć tych, których miała chronić. W tym samym serialu zupełnie inny model macierzyństwa reprezentowała Catelyn Stark. Była ona głęboko oddana swojej rodzinie i kierowała się silnym poczuciem obowiązku oraz miłością do dzieci. Mimo to jej decyzje, często podyktowane emocjami i chęcią ochrony najbliższych, niosły za sobą poważne konsekwencje polityczne i militarne, co pokazuje, jak ogromna odpowiedzialność spoczywa na matce w obliczu kryzysu.

Przez wiele lat Lorelai Gilmore z serialu „Kochane kłopoty” była postrzegana jako wzór nowoczesnej matki. Jednak partnerska relacja z córką, oparta na przyjaźni, miała swoje wady. W momentach kryzysowych brak wyraźnej granicy między rodzicem a rówieśnikiem utrudniał egzekwowanie autorytetu i stawianie niezbędnych wymagań.

Innym problemem jest nadopiekuńczość, którą reprezentuje Elsa Gardner z serialu „Atypowy”. Jej zaangażowanie w pomoc synowi w spektrum autyzmu z czasem zdominowało jej całe życie. Elsa nie zauważyła momentu, w którym chłopak zaczął potrzebować samodzielności, co doprowadziło do konfliktów i pokazało, jak trudne dla rodzica bywa wyznaczenie granicy własnej kontroli. Ta silna koncentracja na jednym dziecku odbiła się również negatywnie na jej relacji z córką. Dorastająca w cieniu brata dziewczyna czuła się emocjonalnie zaniedbana i odsunięta na dalszy plan, co zrodziło w niej duży dystans i nieufność wobec matki. Elsa staje się więc przykładem tego, jak nadmierne skupienie uwagi na problemach jednego dziecka może nieświadomie zranić drugie i zachwiać równowagą w całej rodzinie.

W literaturze serialowej znajdziemy też postacie, które budzą duży szacunek. Joyce Byers ze „Stranger Things” wykazuje się bezkompromisową determinacją w sytuacji kryzysowej. Mimo braku wsparcia otoczenia i problemów materialnych, bezgranicznie ufa swojemu instynktowi i walczy o odzyskanie syna. Jej postać to przykład niezwykłej lojalności rodzicielskiej. Podobny realizm wnosi Ula z polskiego serialu „Matki pingwinów”. Jako zawodniczka MMA musi zmierzyć się z wymagającym systemem edukacji i walczyć o podmiotowość swojego syna. Ula bywa bezsilna, popełnia błędy i reaguje emocjonalnie, dzięki czemu jej postać przełamuje mit idealnej matki. Pokazuje rodzicielstwo w sposób autentyczny, jako codzienną konfrontację z trudnościami i własnymi słabościami.

Czego więc uczą nas te wszystkie ekranowe historie? Przede wszystkim tego, że idealna matka to mit, który na szczęście coraz rzadziej kupujemy. Każda z tych bohaterek, na swój własny sposób, pokazuje, że rodzicielstwo to proces pełen zakrętów. Spoglądając na nie w okolicach Dnia Matki, możemy wreszcie głęboko odetchnąć i zrzucić z siebie ciężar wszechobecnej presji perfekcji. Prawda jest bowiem o wiele bardziej pokrzepiająca: dopóki motywacją jest autentyczna troska, a codzienne potknięcia nie przypominają intryg z „Rodziny Soprano”, większość mam w prawdziwym świecie radzi sobie po prostu świetnie. I właśnie za tę ludzką, nieidealną, ale pełną miłości codzienność należą im się dziś największe brawa.

Kinga Majchrzak-Telega