„Zawsze trzeba dawać z siebie wszystko” | wywiad z Konradem Elerykiem


fot. Klaudia Kot

Jakub Woźny: Jak wyglądał proces przygotowywania się do roli w „Heweliuszu”? Jak dużo czasu zajęło Panu zbudowanie postaci?

Konrad Eleryk: Zawsze siadam z zeszytem, z długopisem i rozpisuję wszystko, co dotyczy mojej postaci. To była naprawdę duża rzecz, więc musiałem wykonać dużo pracy. Moja postać była złożona z paru osób, które były na statku w rzeczywistości. Nie bazowaliśmy na jej konkretnym odpowiedniku, więc trzeba było stworzyć ją od początku. To zawsze wymaga najwięcej pracy, żeby poczuć energię tej osoby, wiedzieć, jak się zachowa w danej sytuacji, zarysować relacje, jakie ma z innymi ludźmi. Żeby po prostu wiedzieć, kim ona jest.

Jakub Woźny: Rozmawiał Pan z ocalałym z Heweliusza. Ten człowiek mówił, że powrót na morze po katastrofie był dla niego formą terapii. Jak przebiegała ta rozmowa i jak zmienia się postrzeganie całego projektu po wysłuchaniu historii osoby, która była na statku podczas katastrofy?

Konrad Eleryk: Ta rozmowa odbyła się już podczas kręcenia serialu. Miałem możliwość wysłuchania osoby, która naprawdę tego doświadczyła. Dzięki temu ma się poczucie, że nie robi się czegoś wymyślonego, nie tworzy żadnej fikcji. To są ludzkie emocje, ludzkie tragedie. Nie można zawieść, trzeba wiernie przedstawić sytuację danej osoby w trakcie katastrofy i po niej, pokazać, jak sobie z tym radzi. Jest to prawdziwa historia, dlatego pewien dodatkowy ciężar był odczuwalny. To powodowało, że cały czas byłem gotowy do działania.

Jakub Woźny: Ten serial z pewnością wiązał się z wieloma wyzwaniami. Czy jest jakieś jedno, które jako pierwsze przychodzi Panu na myśl?

Konrad Eleryk: Na pewno były to sceny, w których mówiłem po niemiecku, ponieważ nie znałem tego języka. Nauczyłem się ich na pamięć. W przypadku angielskiego mózg zna ten język, bo jest z nim osłuchany, obyty, zna dane słowa. Natomiast jeżeli wypowiadane zdania nie mają połączenia z emocjonalnością, droga do uruchomienia czegoś w swoim wnętrzu jest znacznie dłuższa, bo trzeba je przekładać na emocje, które za sobą niosą. To na pewno było duże wyzwanie, ale też ciekawe doświadczenie.

Jakub Woźny: A jakie jest Pana pierwsze skojarzenie, gdy słyszy Pan hasło „Heweliusz”?

Konrad Eleryk: Ta nazwa ma w sobie coś monumentalnego, wzniosłego. Od początku robiła na mnie duże wrażenie. Pierwszym, z czym kojarzy mi się ten tytuł, jest tajemnica. Do dziś tak naprawdę nie wiadomo, co spowodowało, że ten statek poszedł na dno. Z pewnością wiele czynników się na to nałożyło, ale pewnych rzeczy nie dowiemy się już nigdy. Te tajemnice zabrały ze sobą ofiary katastrofy.

Jakub Woźny: Jest Pan nominowany do BNP Paribas Award for Tomorrow’s Icon. Jakie cechy trzeba w sobie mieć, aby jako aktor wnosić do polskich seriali świeżość, oryginalność, nowe podejście?

Konrad Eleryk: Sednem tego zawodu od zawsze jest to, żeby oddać coś jak najbardziej wiarygodnie. Nie jest to jak bieg na sto metrów, w którym ktoś jest najszybszy i wszyscy o tym wiedzą, nie dyskutują z tym. Tu wszystko jest bardzo subiektywne. Na pewno zawsze trzeba dawać z siebie wszystko.

Jakub Woźny: A co po „Heweliuszu”? Jakie są Pana zawodowe plany w najbliższym czasie?

Konrad Eleryk: Perspektyw jest naprawdę sporo. O niektórych rzeczach jeszcze nie mogę mówić, ale na pewno mam większą możliwość wyboru tego, w czym występuję. Pewne rzeczy się zarysowują i jest co robić.