
Wszystko się kończy | recenzja trzeciego sezonu „Euforii”
W trzecim sezonie „Euforia” przedstawia kontynuacje poprzednich wydarzeń podążając drogami za znanymi nam postaciami z perspektywy upływu kilku lat od zakończenia liceum. Produkcja Sama Levinsona wraca po ponad czteroletniej przerwie i bardzo szybko daje do zrozumienia, że nie zamierza powtarzać schematów znanych z poprzednich odsłon. To już nie jest historia o nastolatkach zagubionych w świecie emocji, używek i własnej tożsamości, lecz opowieść o młodych dorosłych, którzy muszą zmierzyć się z konsekwencjami swoich wyborów. Pięcioletni przeskok czasowy całkowicie zmienia kontekst opowieści, a bohaterowie, którzy są poza szkołą, są rozproszeni i funkcjonują w różnych środowiskach. Ich dawne relacje uległy osłabieniu lub rozpadowi, a sami poszukują własnych ścieżek w kaliforojniskim słońcu.

Ta zmiana działa na kilku poziomach. Po pierwsze, przesuwa ciężar narracji z młodzieńczego eksperymentowania na konsekwencje dorosłości. Po drugie, redefiniuje ton serialu i zamiast intensywnego, momentami wręcz hipnotycznego chaosu znanego z pierwszego sezonu, otrzymujemy bardziej stonowaną, refleksyjną i często przygnębiającą opowieść. Krytycy trafnie opisują tę transformację jako przejście od „haju” do „kaca”, co dobrze oddaje różnicę między wcześniejszą euforią, a obecnym stanem bohaterów. Serial nie opowiada już o tym, jak łatwo się pogubić, ale o tym jak trudno się odnaleźć. Niemniej trzecia odsłona nie jest ani genialnym domknięciem trylogii, ani też porywającą kontynuacją. Trzeci sezon niekoniecznie pozamykał otworzone wątki, a raczej postawił na nową narrację, która udała się bez większych rewelacji.
W centrum tej historii nadal znajduje się odgrywana przez Zendayę – Rue Bennett. Jej postać pozostaje osią całej narracji, ale jej sytuacja ulega znacznemu pogłębieniu. Rue nie jest już tylko uzależnioną nastolatką próbującą przetrwać kolejny dzień. Jej dorosłe życie to funkcjonowanie mimo ciągłego ciężaru przeszłości w świecie przestępczym związanym z handlem narkotykami. Zendaya ponownie udowadnia, że jest największą siłą tego serialu, a jej rola jest intensywna, momentami wręcz wyniszczającą emocjonalnie i zdecydowanie wyróżnia się nawet w momentach, gdy cała konstrukcja fabularna zaczyna się chwiać.
Twórcy upodobali sobie otwieranie każdego z kolejnych odcinków serialu w stylu cold opens, w których przedstawiają tło poszczególnych bohaterów. Mimo swojej monotonii i przewidywalności jest to dość ciekawy zabieg, a niektóre z „otwarć” były jednymi z najlepszych momentów sezonu. Jednocześnie trzeci sezon wyraźnie zmienia proporcje między bohaterami. Jules, grana przez Hunter Schafer, która wcześniej była jedną z kluczowych postaci i emocjonalnym partnerem Rue, zostaje odsunięta na dalszy plan. Jej rola w tym sezonie w dużej mierze jest użytkowa, celem przekazania jakiegoś motywu związanego z Rue, a dodatkowo jej obecność i wątek poboczny nie sprawia wrażenia koniecznego. Dużo ciekawiej poprowadzono linię fabularną Nate’a, granego przez Jacoba Elordiego. Owszem w poprzednich sezonach był on jedną z najbardziej dominujących i niepokojących postaci, a w trzecim sezonie jego rola została ograniczona. Jednak jego wątek jest interesujący, a zakończenie satysfakcjonujące fabularnie. Kolejnym „zakopanym” wątkiem jest ten Lexi Howard, w której rolę wciela się Maude Apatow. Pozostaje ona najbardziej stonowaną postacią i momentami wręcz bezcharakterną. Jej rozwój zawodowy i względna stabilność stanowią kontrast dla chaosu, w którym pogrążeni są inni bohaterowie, choć nawet jej historia nie jest wolna od rozczarowań i niepewności.
W innym świetle i w nieco bardziej rozwiniętym stopniu przedstawiono wątek Cassie Howard, w którą wciela się Sydney Sweeney. Jej historia otrzymała dużo większy nacisk niż pozostałych powracających bohaterów i rozwija się w kierunku eksplorowania seksualności, potrzeby akceptacji i budowania tożsamości poprzez internetową popularność. Historia Cassie jest kontrowersyjna, opakowana w stereotypy dotyczące internetowych celebrytek, a jednocześnie wydaje się być naturalnym rozwinięciem wydarzeń z drugiego sezonu. Niestety jest też przerysowana, a przedstawienie jej wyborów i dalszego rozwoju charakterologicznego obudowane jest dziurami scenariuszowymi. Maddy Perez, grana przez Alexę Demie, również przechodzi transformację – próbuje odnaleźć się w świecie kariery i pieniędzy, ale jej droga prowadzi ją w niebezpieczne środowiska, co wpisuje się w jeden z głównych tematów sezonu: złudność sukcesu i jego wysoką cenę. Maddy również otrzymała mniejszą rolę, ale w drugiej części sezonu zdecydowanie podniosła swój końcowy odbiór.
Trzeci sezon nie jest wolny od problemów. Najczęściej irytującym jest nierówne tempo narracji i nie do końca wykorzystany potencjał niektórych postaci oraz wrażenie, że serial momentami traci spójność. Zmiana kierunku, choć odważna, nie zawsze jest w pełni przekonująca, a niektóre decyzje fabularne budzą kontrowersje. Jednocześnie trudno odmówić twórcom ambicji – „Euforia” świadomie ryzykuje uciekając od popularności i sukcesu poprzednich odsłon.
Ostatecznie trzeci sezon „Euforii” to najbardziej dojrzała i jednocześnie najbardziej podzielająca odsłona całej serii. To opowieść o konsekwencjach, utraconych złudzeniach i próbie odnalezienia sensu w rzeczywistości, która nie oferuje prostych rozwiązań. Dodatkowe wątki w postaci grupy przestępczej Alamo Brown’a (Adewale Akinnuoye-Agbaje) oraz rywalizującej organizacji Laurie (Martha Kelly) miały potencjał na bycie dużo lepiej wykorzystanymi, a i tak są najjaśniejszymi punktami sezonu. Na największą pochwałę zasługuje drugoplanowa rola Colmana Domingo, który jako odwykowy mentor Rue. Serial odchodzi od estetyki młodzieńczego chaosu i staje się historią o trudnej i niejednoznacznej dorosłości. Dla jednych będzie to naturalne i satysfakcjonujące domknięcie historii, a dla innych dowód na to, że „Euforia” utraciła swoją pierwotną tożsamość. Niezależnie od oceny, pozostaje produkcją, która nadal potrafi wywoływać silne emocje i prowokować do dyskusji.
Marcin Telega
