
„Każda rola jest dla mnie nową lekcją” | wywiad z Anną Karczmarczyk

Jakub Woźny: W jakich okolicznościach pojawiła się propozycja zagrania w serialu „Czarna śmierć”? Czy przyjęcie roli było dla Pani szybką decyzją?
Anna Karczmarczyk: Decyzja o przyjęciu roli była ekspresowa. Praca z Kubą Czekajem i Wojtkiem Węgrzynem była moim marzeniem. Od lat podziwiam sposób, w jaki patrzą na otaczający nas świat i co reprezentują sobą jako artyści. Myślę, że zaproszenie mojej osoby na finałowe zdjęcia próbne było wypadkową wielu rzeczy. Jedną z nich było czujne oko Pauliny Krajnik i Nadii Lebik, które odpowiadały za casting do “Czarnej Śmierci” i które czuły, że moja osobowość i charyzma będą pasowały do roli Weroniki Przybysz.
Jakub Woźny: Podczas panelu Stars On Stage padło wiele słów na temat atmosfery panującej na planie. Jak bardzo praca aktorki jest kwestią indywidualną, a jak ważna jest gra zespołowa? Czy bez dobrej atmosfery da się zrobić coś dobrego z serialem?
Anna Karczmarczyk: Atmosfera bywa rzeczywiście różna. Dla mnie najważniejsze jest, żeby była ona pełna szacunku i pasji. Gdy zapominamy o tym na planie – robi się trudno. Jeżeli z atmosfery wynikają jakieś dodatkowe korzyści, rodzą się przyjaźnie, zabawne sytuacje, to tylko lepiej. Co do gry zespołowej… Mam poczucie, że praca aktorki nigdy nie jest pracą solo. Mogę się świetnie przygotować, zagrać swoją rolę najlepiej jak potrafię, ale jeżeli nie będę miała wsparcia ze strony reżysera, operatora, charakteryzacji, kostiumów, ekipy oświetleniowej i wielu, wielu innych pionów, to istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że nikt tego nie dostrzeże, ponieważ moja praca nie będzie uwypuklona, odpowiednio opowiedziana. Praca aktorki to w stu procentach praca zespołowa.
Jakub Woźny: Czego na co dzień dowiaduje się Pani o sobie wcielając się w różne postaci?
Anna Karczmarczyk: Wielu rzeczy. Będąc aktorką często jestem stawiana w nienaturalnych dla mnie sytuacjach, w których być może w życiu nie byłabym postawiona, czasami w bardzo skrajnych. Każda rola jest dla mnie nową lekcją. Dzięki tej pracy rozwijam się także jako człowiek. Jest to fascynujące. Mój profesor, Wiesław Komasa, powiedział kiedyś, że praca aktora jest niesamowita i urzekająca pod tym względem, że w swoim jednym życiu możesz przeżyć pięćdziesiąt cudzych żyć. Kreacja, która jest wpisana w nasz zawód, daje nam tyle adrenaliny i możliwości wyrażania siebie, że bardzo łatwo nam się od tego uzależnić.
Jakub Woźny: Podczas spotkania wspominała Pani, że w Pani domu często miały miejsce rozmowy na tematy medyczne, na temat śmierci. Jak dotykać w codziennych, prozaicznych sytuacjach tak trudnych kwestii, przełamywać bariery?
Anna Karczmarczyk: Myślę, że warto rozmawiać o wszystkim. Oczywiście w odpowiedniej atmosferze. Z mojej perspektywy najważniejsze w tych trudnych rozmowach jest to, żeby podchodzić do drugiego człowieka z czułością. Śmierć jest czymś ludzkim, nam bliskim. Rodzimy się, rozwijamy i umieramy. Smutek i rozpacz także mogą być czułe. Wydaje mi się, że nie oceniając zachowania naszego partnera w rozmowie i podchodząc do niego z szacunkiem, można rozmawiać na każdy temat. Nasze rozmowy nie są wtedy tak trudne i dobijające. Wręcz przeciwnie – mogą być bardzo rozwijające.
Jakub Woźny
