„Heweliusz” na wielkim ekranie BNP Paribas Warsaw SerialCon – wszystko co musicie wiedzieć o nowym hicie Netflixa

MF Jan Heweliusz był promem kursującym między Świnoujściem a Ystad w Szwecji. Podczas feralnego rejsu 14 stycznia 1993 roku warunki były ekstremalne, siła wiatru osiągnęła aż 12 stopni w skali Beauforta, a prom obrócił się do góry dnem. W tragedii zginęło 56 osób, a dziewięciu członków załogi ocalało. Równie tragiczne były wydarzenia bezpośrednio po katastrofie, w których w pełnej politycznych napięć dramaturgii próbowano ustalić przyczyny wypadku. W serialu twórcy podkreślają, że choć inspirują się faktycznymi wydarzeniami, wiele wątków zostało fabularnie dostosowanych, imiona kapitana i jego bliskich pozostają prawdziwe, ale inne postacie są częścią scenariuszowej adaptacji. Zatonięcie promu MF Jan Heweliusz było jedną z największych katastrof morskich współczesnej Europy.   


fot. kadr z serialu „Heweliusz”, materiały promocyjne

Reżyserem „Heweliusza” jest Jan Holoubek, który już wcześniej współpracował z Netflixem przy takich produkcjach jak „Rojst” czy „Wielka woda”. Powiedzieć o nim, że jest specjalistą od kina opowiadającego o Polsce drugiej połowy XX-wieku to za mało, żeby przekazać do jakiej perfekcji opanował on przenoszenie odbiorców w czasy poprzednich pokoleń. Również tym razem twórca podołał zadaniu, bardzo dobrze wykorzystując scenariusz, który napisał Kasper Bajon. Scenarzysta współpracował z Holoubkiem przy wszystkich produkcjach dla Netflixa, a dodatkowo stworzył scenariusze do seriali; „Otwórz oczy” i „Projekt UFO”. Producentem wykonawczym jest Anna Kępińska, będąca jedną z najlepszych producentek w Polsce. Za zdjęcia odpowiada Bartłomiej Kaczmarek, a muzykę skomponował Jan Komar. Duże słowa uznania należy też oddać Rafałowi Listopadowi, który znakomicie zmontował serial. 

Produkcja trwała aż 105 dni zdjęciowych, w ponad 70 lokalizacjach, z udziałem ponad 120 aktorów i aż 3000 statystów. Sceny morskie kręcono m.in. w specjalnych halach wodnych w Brukseli, z technologią na poziomie bardzo wysokobudżetowych produkcji międzynarodowych. Kamera poza scenami morskimi zabiera nas również do miast północy Polski: Chałupek, Szczecina, Stargardu, Świnoujścia, Darłowa, Trójmiasta oraz Warszawy. Zdjęcia dla ukazania tych miejscowości wykonywano również we Wrocławiu, Zgorzelcu i Pucku. 

Ci, którzy obejrzeli już serial w swoich relacjach i recenzjach często porównują produkcję do „Czarnobyla”. Sam „Heweliusz” wyrasta na jeden z najlepszych materiałów katastroficzno-fabularnych w polskiej historii. Krytycy podkreślają, że ogromną siłą produkcji jest nie tylko jej rozmach, lecz przede wszystkim głębia psychologiczna – twórcy skupiają się nie tyle na samej tragedii, ile również na cieniach, które rzuciła na rodziny poszkodowanych. Całe ówczesne polskie środowisko morskie obdarte zostaje z szat, a ich konszachty są jednym z głównych motywów serialu. Samo śledztwo jest równie głównym elementem fabularnych jak katastrofa. „Heweliusz” to opowieść o odpowiedzialności, winie, bezsilności i potrzebie prawdy, czyli tematach tak uniwersalnych i zdecydowanie rezonujących współcześnie. 

„Heweliusza” zdecydowanie warto zobaczyć na BNP Paribas Warsaw SerialCon, bo jest to serial stworzony po to, by go przeżyć, a nie tylko obejrzeć. Sceny sztormu i katastrofy wciskają w fotel na dużym ekranie w kinie, emocjonalne momenty wybrzmiewają jeszcze mocniej, a kolektywne doświadczenie widowni nadaje historii opowiadanej przez twórców dodatkowego wymiaru. Jest to także jedna z nielicznych szans, żeby zobaczyć serial w innych warunkach niż w domowych, a przede wszystkim spotkać się z twórcami serialu.

To rzadki moment, kiedy serial stworzony z kinowym rozmachem można zobaczyć na dużym ekranie. Gorąco zapraszamy już teraz na pełne zanurzenie w atmosferę i intensywność emocji przy seansie „Heweliusza” podczas BNP Paribas Warsaw SerialCon.