„Warto pamiętać, że zawsze pozostaje nam wyobraźnia” │wywiad z Agnieszką Podsiadlik

Podczas II edycji festiwalu BNP Paribas Warsaw SerialCon udało nam się porozmawiać z Agnieszką Podsiadlik, która na ekranie wcieliła się w Łucję Winter, jedną z głównych postaci najnowszego serialu TVP VOD „Czarna śmierć”.


fot. Maks Małota

Wiem, że nie jest to Pani pierwsza współpraca z reżyserem Kubą Czekajem, ale czy też nie ostatnia? Czy planuje Pani realizować z nim jeszcze jakieś wspólne projekty? I za co ceni go Pani najbardziej jako reżysera? 
Mam nadzieję, że nie ostatnia. To już nasze czwarte spotkanie z Kubą. Mam wrażenie, że jest ono konsekwencją wspólnej artystycznej drogi od kiedy po raz pierwszy spotkaliśmy się na planie filmu „Z daleka widok jest piękny” Anny i i Wilhelma Sasnal​ów​​. ​Po tym spotkaniu​​ zapragnęliśmy razem zrobić film, mam tu na myśli „Baby Bump”, który miał swoją premierę na festiwalu w Wenecji. Od tego czasu mamy wspólną potrzebę twórczą, interesują nas podobne tematy. Z​mienia się rzeczywistość i ciągle pojawiają się nowe wątki, o których chcemy rozmawiać i które chcemy opowiadać. Dlatego bardzo się cieszę, że przy okazji „Czarnej śmierci” znów mieliśmy okazję razem pracować. 


To chyba prawdziwe szczęście znaleźć kogoś takiego. 
Też tak myślę. 

Na planie zetknęła się Pani z poruszającym i opartym na prawdziwej historii światem - epidemią z lat 60-tych, która zawsze łączy się ze strachem, lękiem o siebie i bliskich. Jak udawało się Pani po tak intensywnym obcowaniu z tym tematem wracać do rzeczywistości? Czy było to trudne? 
W tym serialu było bardzo dużo ​odniesień ​do niedawnej pandemii. Mimo że epidemia czarnej ospy działa się w latach 60-tych, praca nad serialem często przywoływała myśli i emocje sprzed kilku lat. Z jednej strony ułatwiało to wejście w temat, z drugiej przypominało coś wcale nie tak odległego, więc było to wyzwanie. Praca przy serialu jest specyficzna, bo trwa znacznie dłużej niż przy filmie i rozkłada się na wiele dni zdjęciowych. Człowiek przywiązuje się do postaci i do samej pracy. Bardzo polubiłam moją bohaterkę, Łucję Winter, stała mi się bliska w trakcie zdjęć, więc rozstanie z nią na pewno nie było łatwe. 

Czy jest coś, co Panią z tą postacią łączy? Oddała Pani Łucji coś z siebie, czy raczej była to po prostu postać wykreowana na potrzebę serialu? 
Zawsze staram się nasycać grane przeze mnie postacie swoją wrażliwością, energią, poczuciem humoru. Grając, często mam​ możliwość mierzenia się ze swoimi wątpliwościami czy tematami, które są mi bliskie. Myślę, że ​jeśli chodzi o Łucję Winter, ​było sporo punktów stycznych. ​Trzeba jednak pamiętać, że mamy ​tu ​do czynienia z bohaterką z lat 60-tych, która jest stawiana w bardzo konkretnych, często trudnych sytuacjach tamtej rzeczywistości,​ istotna w jej kreacji była więc dla mnie także wyobraźnia.

Czy, Pani zdaniem, sztuka może pomagać w trudnych momentach? Czy można w niej znaleźć ukojenie, zrozumienie, wsparcie, nie tylko w kontekście tego serialu, ale w ogóle w obcowaniu ze sztuką?
Zdecydowanie tak. Mam taką ogromną nadzieję. Sama, tworząc sztukę, ale też będąc jej odbiorczynią, niejednokrotnie​​ odnajduję w niej ​pocieszenie​ ukojenie. Nie zawsze konkretne ​odpowiedzi, ale chociaż podobne wątpliwości czy pytania, które sama sobie stawiam. Sztuka jest metaforą, parafrazą rzeczywistości, rodzajem lustra odbijającego nasze troski, dylematy i niepokoje.

Ethan Hawke powiedział kiedyś, że sztuka może na co dzień nie być nam potrzebna, ale kiedy w życiu wydarzy się coś, co odbiera nam wszystko, łącznie z nadzieją, to właśnie sztuka jest ostatnią rzeczą, która nam pozostaje.
Tak, myślę, że nawet w momentach, w których wydaje nam się, że straciliśmy już wszystko, warto pamiętać, że zawsze zostaje nam wyobraźnia.

Zuzanna Śnieżyńska