
Jak buduje się obsadę „Anieli” i innych seriali │wywiad z Martą Kownacką
II edycja BNP Paribas Warsaw SerialCon była pełna fascynujących rozmów nie tylko z aktorami, lecz także z twórcami odpowiedzialnymi za mniej oczywiste, a kluczowe elementy powstawania seriali. Jedną z nich była Marta Kownacka – reżyserka obsady, która podczas tegorocznej edycji otrzymała nagrodę dla najlepszego reżysera castingu za obsadę do serialu „Aniela”. W rozmowie opowiedziała nam o specyfice swojej pracy, o tym, jak na przestrzeni lat zmieniała się forma castingu oraz czym różni się proces obsadzania serialu od pracy nad filmem.

Zuzanna Śnieżyńska: Dlaczego w Polsce wciąż tak mało mówi się o zawodzie reżysera obsady? Czy ma Pani poczucie, że ta profesja jest niedoceniana? Mam też wrażenie, że nagrody dla reżyserów obsady pojawiają się dość rzadko.
Marta Kownacka: To zawód, który w Polsce zaczął się kształtować dopiero w latach 90-tych i rzeczywiście bywa traktowany trochę po macoszemu przez część środowiska filmowego. Mamy nagrodę w Gdyni, jest to nagroda pozaregulaminowa, wręczana na małej gali. Tutaj, na festiwalu SerialCon, pojawiły się nagrody dla reżysera obsady, co nas cieszy i bardzo wzmacnia. Istnieje też wspaniała Nagroda im. Weroniki Migoń. W roku 2026 pojawi się również Oscar dla najlepszego reżysera castingu oraz Europejska Nagroda Filmowa za casting, więc mam nadzieję, że będzie o nas coraz więcej. Chcemy być traktowani na równi z pionem scenografii czy kostiumów – tak jak oni proponują reżyserowi przestrzeń i kostiumy, tak my proponujemy aktorów. Jesteśmy twórcami. Każdy z tych elementów jest niezbędny w procesie powstawania serialu czy filmu.
Wydaje mi się, że wiele osób, myśląc o „reżyserze obsady”, widzi jedynie wybór aktorów do ról, choć nie wyczerpuje to Pani obowiązków. Jak długo jest Pani obecna w procesie powstawania filmu czy serialu i za co jeszcze Pani odpowiada?
Reżyser obsady zaczyna pracę jako jedna z pierwszych osób. Często producent zgłasza się do nas jeszcze zanim pojawi się reżyser, bo już trzeba zacząć myśleć o bohaterach. Zazwyczaj równolegle pojawiają się wtedy poprawki w scenariuszu, więc jesteśmy obecni od samego początku aż do końca zdjęć. Często zaczynamy pracę nawet wcześniej niż pion scenografii, kostiumów i cała reszta ekipy.
Czyli na starcie dostaje Pani często jedynie jakiś wstępny zarys scenariusza? Wyobrażam sobie, że wtedy musi Pani współtworzyć postaci? Czy w takim przypadku kieruje się Pani bardziej intuicją, czy raczej konsultacjami z reżyserem?
Na szczęście coraz częściej dostaję cały scenariusz. Staramy się zaczynać pracę dopiero, gdy producent lub stacja podejmą ostateczną decyzję o realizacji. Natomiast zdarza się czasem, że mam wpływ, na przykład na zmianę płci bohatera czy rozbudowanie którejś z postaci.
To ciekawe, bo wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że reżyser obsady ma aż taki wpływ na kształt bohaterów.
To też zależy od projektu. Na przykład przy serialach zdarza się, że część obsady, szczególnie główne role, ustalam wspólnie z producentem i nadawcą, bo reżyser nie ma na to czasu.
Później reżyser zatwierdza większe role, a mniejsze dobieram samodzielnie i przekazuję jedynie informację, na kogo się zdecydowaliśmy. Jednocześnie konsultujemy je w razie potrzeby. To zawsze jest współpraca.
Jak wyglądał proces obsady w serialu „Aniela”? Czy Małgorzata Kożuchowska była od początku oczywistym wyborem?
Tak, od samego początku było wiadomo, że główną rolę zagra Małgosia Kożuchowska – to jej pierwsza tak duża rola w serialu platformowym. Całą resztę obsady budowaliśmy w oparciu o nią, co jest bardzo typowe: najpierw musi pojawić się główny bohater, para lub grupa, a dopiero potem dopasowuje się resztę.
W „Anieli” pojawia się wiele nowych, młodych twarzy. Lubi Pani pracować z młodymi aktorami? Czy ich podejście do castingu różni się od podejścia bardziej doświadczonych aktorów?
Wszyscy są zawsze bardzo dobrze przygotowani. Młodsi aktorzy czasem mają mniej doświadczenia, co może wiązać się z większym stresem, ale podczas sesji castingowej to znika. W przypadku aktorek, które pojawiły się w „Anieli”, to niezwykle utalentowane osoby, świetnie przygotowane i bardzo profesjonalne.
Dziś wiele informacji o aktorach można znaleźć w internecie, a agencje mają rozbudowane strony. Czy castingi wyglądają przez to inaczej?
Agenci odgrywają coraz większą rolę, ale wciąż jest wielu aktorów bez agentów i naszą rolą jest ich znać, oglądać w teatrze i śledzić ich pracę. To wszystko wygląda bardzo różnie i dużo zależy od projektu.
Od kilku lat castingi opierają się też na selftape’ach. Czy lubi Pani tę formę? Czy to ułatwia pracę?
Selftape’y dają większą szansę. Wcześniej spotykaliśmy się przede wszystkim w studiu. Prawdziwa popularność selftape’ów rozpoczęła się w pandemii, ale ja, moi koledzy i koleżanki korzystaliśmy z nich już wcześniej. Dziś stało się to już automatyczne – wszyscy nagrywają wszędzie, co bardzo przyspiesza proces. Często łatwiej poprosić o nagranie niż ściągać kogoś z innego miasta do Warszawy. Przy dużych rolach spotykamy się później osobiście, przy mniejszych często opieramy się na selftape’ach i tym, co wiemy o doświadczeniu aktora. Zdarza się też, choć coraz rzadziej, że rola jest po prostu komuś proponowana bez castingu.
Czy istnieje typ roli, który najtrudniej obsadzić? Na przykład postać inspirowaną prawdziwą osobą?
Znalezienie kogoś takiego jest za każdym razem fascynujące. Z mojego doświadczenia najtrudniej obsadza się gwiazdy filmowe, takie jak Kalina Jędrusik czy Bodo. Znalezienie osób, które byłyby tak wspaniałe jak oni, przy jednoczesnej świadomości, że nigdy nie będą tacy sami, ale mają w sobie jakiś rys czy magnetyzm. Myślę, że jest to bardzo trudne.
Czy istnieje coś takiego jak „moda” na określony typ urody w filmie?
Kanony urody się zmieniają. Widać to szczególnie w kinie amerykańskim, jaki typ urody preferuje. Ale mam wrażenie, że dziś pojawia się coraz więcej różnorodnych twarzy także w głównych rolach i jest to wspaniałe. Kiedyś bardziej dążono do jednego wzorca.
A jak wygląda sytuacja w Polsce? Czy liczba aktorów odpowiada liczbie produkcji?
Rocznie pojawia się około stu nowych, świetnie wykształconych aktorów. Wszystko jednak zależy od projektu, jego konceptu, potrzeb. Dla mnie aktorów nigdy dość.
Czy zdarzyło się Pani, że casting bardzo się przedłużał, bo nie dało się znaleźć odpowiedniej osoby?
Tak, to się zdarza często. Czasem przeszkodą są terminy i równoległe produkcje – chcielibyśmy pracować z kimś konkretnym, ale ta osoba akurat nie może, więc wracamy do punktu wyjścia. To bardzo żmudna i drobiazgowa praca.
Jesteśmy na festiwalu BNP Paribas Warsaw SerialCon poświęconym serialom. Czy casting do serialu różni się od castingu do filmu?
Serial daje większą wolność. Film ma więcej ograniczeń – krótszą formę, jest większa presja obecności znanych nazwisk, bo wydaje się, że obecnie widownia chętniej pójdzie do kina na aktorów, których zna. Choć jak jest naprawdę, nie wiemy. W serialach krajobraz jest bardziej różnorodny, a my mamy większą swobodę w doborze obsady i oczywiście dużo więcej ról do obsadzenia.
Zuzanna Śnieżyńska
